Wracamy wspomnieniem do koncertu sprzed 40 lat. Muzycy naszej filharmonii wykonują ten sam program, który rozbrzmiewał w olsztyńskiej filharmonii w 1985 roku — niektórzy z nich to artyści, którzy grali wtedy, inni są wychowankami tych, którzy występowali przed nimi. Koncert jest echem tamtego historycznego wieczoru, żywą pamięcią przekazywaną z pokolenia na pokolenie, dowodem na to, że wielka muzyka nigdy naprawdę nie przemija, lecz rozbrzmiewa przez lata.
Wykonawcy:
Zbigniew Ciucias – skrzypce
Anna Perkowska – altówka
Krzysztof Koziatek – wiolonczela
Tadeusz Korpal – kontrabas
Andrzej Bukowski – klarnet
Roman Kuźniak – fagot
Paweł Szulc – waltornia
Program:
Mozart – Divertimento KV 563
Beethoven – Septet Es-dur op. 20
Divertimento z definicji swojej (z wł. divertire — zabawiać) to utwór służący rozrywce, grywany podczas spotkań towarzyskich: lekki, radosny, umilający czas — i takie właśnie jest przeznaczone na trio smyczkowe Divertimento Es-dur KV 563 Wolfganga Amadeusza Mozarta. Lecz czy jest tylko taki? Bynajmniej. Każda z sześciu części jest zamkniętym obrazkiem, dopracowanym, harmonijnym, ale też nie pozbawionym frapującej treści muzycznej. Alfred Einstein, który napisał obszerną monografię o drugim z klasyków wiedeńskich, tak podsumował to dzieło: „Każdy z instrumentów jest primus inter pares*, każda nuta jest ważna, ponieważ przyczynia się do duchowego i zmysłowego spełnienia utworu w brzmieniu”**. Szczególnej uwadze słuchaczy polecam przepiękne Adagio.
Septet op. 20 Ludwiga van Beethovena w tej samej tonacji, także złożony z sześciu segmentów, został zaprezentowany wiedeńskiej publiczności po raz pierwszy w 1800 roku. Po tym wykonaniu słuchacze dosłownie zakochali się w utworze; stał się on najpopularniejszym dziełem Beethovena. Miłośnicy jego muzyki prosili go nawet, aby napisał więcej muzyki w podobnym stylu. Początkowo kompozytor chciał wykorzystać ten, powiedzielibyśmy dziś, hype i wydać różne aranżacje Septetu. Popularność utworu wciąż rosła, i może dlatego Beethoven z czasem nabrał do niego awersji. Jedno ze źródeł przytacza następującą anegdotę: brytyjski meloman w rozmowie z Beethovenem oznajmił, że w Londynie Septet cieszy się ogromną popularnością. — Ten cholerny kawałek! — odpowiedział wściekły kompozytor. — Obym go wreszcie spalił!***
Ciekawe, w czym tkwił sukces tego kameralnego dzieła, które finalnie stało się źródłem odrazy kompozytora… Może jego klasyczność? Pogodny charakter? Myślę, że każdy ze słuchaczy będzie miał własną odpowiedź.